niedziela, 16 lutego 2020



Trzy tygodnie po operacji, zabliźniam się fizycznie i psychicznie.

Kiedy zobaczyłamt kubek @mondex_polska pierwsza myśl jaka się pojawiła to Kintsugi i książka o sztuce sklejania życia. Kintsugi to japońska technika i sztuka naprawy potłuczonych wyrobów ceramicznych, polegająca na łączeniu elementów wyrobu laką z dodatkiem sproszkowanych metali szlachetnych, takich jak złoto, srebro lub platyna, dzięki której „blizny” po uszkodzeniu, wglądają jak piękne, złote wzory.
Obiecałam sobie, że jak będę już po operacji to go sobie kupię, bo będzie to czas naprawiania się, leczenia ran. Ja wierzę w znaki, w to, że coś przychodzi do mnie w odpowiednim momencie. Ten kubek, i to, że wrócę do tej książki właśnie teraz, kiedy bardzo potrzebuję wsparcia, siły by pokonać problemy i by na nowo się odbudować. Ostatnie miesiące 2019 mnie psychicznie przeorały, potem zabieg, teraz operacja. Jestem bardzo zmęczona, zawiedziona, rozczarowana, muszę się naprawić, skleić.
"Blizna przypomina nam, że byliśmy silni.”
„Przekształć swój ból w sztukę.”
Rozbić się można na tysiąc sposobów, nie da się cofnąć czasu i wrócić do stanu sprzed momentu rozbicia, nie da się scalić bez śladu tego, co zostało złamane, ale można zabliźnić się złotem.
Splatam makramowe sznurki, oglądam "Grace i Frankie"🙏❤️ i się zabliźniam.

niedziela, 2 lutego 2020


"Potrzeba dużo czasu i miłości, by rzeczy wróciły na swoje miejsce. Przestrzenie ciała, dotąd kojarzone z bliskością, ciepłem, czułością, szanowane i pieszczone półmrokiem, nagle bezcześci się zimnymi narzędziami, światłem szpitalnych lamp i obcą ręką w lateksowej rękawiczce. Chcąc nie chcąc – gwałt. Na życie nakłada się śmierć, na otwartość – zamknięcie, na rozkosz – ból. Trzeba mozolnie porozdzielać ziarna maku od piasku. Poukładać, wypłakać.
Wrócić do siebie." Agnieszka Kaluga

Czułość w chorobie jest równie ważna, co leki, bliskość, poczucie bezpieczeństwa.
Gdy się przewracasz, i nie masz sił wstać, uzmysławiasz sobie ogromną samotność.
Przeszkadzasz, zawadzasz, potrzebujesz pomocy, a przecież życie obok toczy się normalnie. Są spotkania, imprezy, a ty tylko leżysz i jęczysz z bólu,  i znowu przegrywasz.
Komuś się nie chce odwiedzić Cię w szpitalu, ktoś woli iść na imprezę, niż posiedzieć z Tobą, gdy umierasz z bólu.
To łamie serce.

sobota, 1 lutego 2020

Szukając informacji na temat operacji, którą przeszłam, rekonwalescencji trafiłam na wiele historii, kobiet, które zmagały się z podobnymi problemami.
Najbardziej przeraziło mnie, że tak wiele kobiet wstydzi się przyznać, że przeszły operację, nie przyznają się. Swoim partnerom, mężom, rodzinom, znajomym, mówią, że miały jakiś drobny zabieg, a nie operację, często ratującą im życie.

Jest to trudne, to zrozumiałe, bo pojawia się lęk, że się zostanie odrzuconą przez mężczyznę, że już się nie będzie pełnowartościową kobietą, syndrom "pustej kobiety". Lęk, że znowu się usłyszy przykre słowa od innych kobiet.
Bo nikt nie dokopie kobiecie jak druga kobieta. Wstydzimy się mówić o swoich słabościach, niedoskonałościach, nakręcamy się i same się krzywdzimy, zamiast stać za sobą murem i się wspierać.
Wspierajmy się.
Tydzień po operacji, oglądam filmy, czytam książki, marzę o spacerze 🙏
Choroba to straszna samotność i brak zrozumienia. Nikt nie wie jak bardzo się bałam, wciąż boję, jak bardzo bolało, jak boli, bo nawet, gdy ktoś miał podobne dolegliwości, podobną operację, inaczej odczuwa. Ile ja razy byłam wyśmiewana, że niemożliwe, że tak cierpię w czasie okresu, że wymyślam i przesadzam, a gdy wyłam z bólu byłam histeryczką. Omal nie umarłam, komplikacje podczas operacji "ale miała tam pani bajzel", "ale nam pani stracha napędziła". To jedne z najtrudniejszych dni mojego życia. Straciłam bardzo dużo krwi, nie zgodziłam się na transfuzję, więc teraz priorytetem jest poprawa wyników, bo jestem bardzo słaba, bezsilna i bezradna, co mnie doprowadza do łez. To prawdziwa rewolucja dla mnie jako kobiety, wiem, że operacja uratowała mi życie,  że teraz będę zdrowa, ( jeszcze tylko oczekiwanie na wyniki HP), nie będę co miesiąc umierać z bólu, że skończą się krwotoki, i w końcu nie będę mieć anemii. Wiem, ale... jednak pojawiło się poczucie straty. Daleka droga przede mną, muszę sobie wszystko poukładać w głowie, na razie dużo płaczę. Potrzebuję przytulenia i utulenia w smutku, bo mam prawo do smutku. Nie chcę rad "już po, nie martw się", " bądź dobrej myśli najważniejsze że już po", i te ciągłe " myśl pozytywnie". Rozumiem, że to dobre intencje, ale nie da się nagle skakać z radości, że już po operacji, potrzeba czasu by przeboleć stratę. Jest ogromna różnica w przeżywaniu choroby przez osobę chorą ,s tym jak odnajdują się w tym inne osoby. Nic już nigdy nie będzie tak samo. Mnie osobie nadwrażliwej jest ciężko, rozkładam, analizuję nieustannie. Sam pobyt w szpitalu, inne pacjentki ich strach, ich ból, a ja chłonę jak gąbka, przesiąkałam ich emocjami. Brak empatii u lekarzy, pielęgniarek, przebodźcowanie, ciągły hałas, ani jednej chwili spokoju, brak snu plus ten ból, bardzo mnie to wszystko wyczerpało. Moje poczucie wartości które z takim trudem budowałam, polubienie siebie i akceptacja swojego ciała, to wszystko się rozsypało, muszę to wszystko odbudować. Nie chcę rad, pocieszania, tylko obecności.
Jestem syrenką 🧜

Równonoc jesienna 🍁🍂

 " Przez tyle lat modliłam się, wołałam, poznawałam, szukałam na zewnątrz, a to, czego wypatrywałam, było...we mnie! Cała miłość, radoś...